Każdy człowiek instynktownie pracuje po to, aby przeżyć. Tylko podgatunek nazywany architektem,najczęściej pracuje po to, by uratować ludzkość w imię idei. Jest to o tyle nagminnie wykorzystywane przez pracodawców, że śmią oni nie płacić za ciężko wykonaną pracę.


Jeden z moich znajomych przytoczył ostatnio, popijając kubek kawy z mlekiem, taką oto historię… 
Sytuacja ma miejsce na rozmowie o pracę w biurze architektonicznym; w mieście, gdzie są co najmniej 2 szkoły architektoniczne. Pracodawca, który pozjadał zapewne wszystkie rozumy, bo ma na koncie 2 domki i 3 kamienice, które uważa te budynki za architekturę przez duże A, a zwykły przechodzeń nawet nie splunie na elewację, o wejściu do środka nie wspominając, pyta biednego absolwenta, świeżo upieczonego młodego adepta z innego miasta, po zadanych 3 pytaniach:

-OoO, widzę, że ma pan umiejętności, to… ile chce pan zarabiać?!

Kolega stwierdził, że odpowiedział całkiem niewiele, jak na tamte czasy (rzecz miała miejsce w 2005 roku), na co przyszły, a raczej potencjalny pracodawca odpowiedział po szerokim uśmiechu i pokazaniu wszelkich braków w umiejętnościach swojego dentysty:

-OOo, widzę, że nie znasz tutejszych realiów. Wyjaśnię Ci, chłopie to, że za tę kwotę 5-ciu studentów zrobi dokładnie te same rzeczy dwa razy szybciej niż ty!

Y€$tem architektem

 

Po wysłuchaniu tej historii odechciewa się studiować, bo pewnie wszyscy wyobrażają sobie, że archi archi ARCHItekci zarabiają tyle i tyle, a nawet więcej(minimum tyle, co prezydent RP, ale x10). Pomyłka. Wyobraź sobie, że koleżanka mieszkająca w mieście z poprzedniej opowieści przyniosła kilka obrazków i rysunków technicznych na rozmowę o pracę, myśląc całkiem poważnie o karierze architekta i mierząc całkiem wysoko (różnego typu stypendia, praktyki w kilku biurach), spódnica i elegancki top – czyli typowo poprawny strój w korporacji, do której ponoć koleżanka właśnie zmierzała…

Rzecz miała miejsce w jednej z kamienic w centrum miasta. Pracownia ponoć, że wysokich lotów, projektuje architekturę przez duże a, a wykorzystuje przy tym całą masę wyedukowanych ludzi, po to tylko, by przy sztucznym świetle (całe biuro mieści się w piwnicy(sic!)) realizować obiekty użyteczności publicznej dla biura znanego w całej Polsce z niesamowitych realizacji.

Głupota ludzka nie zna granic, bo na wejściu już zwróciła uwagę na ubiór mojej koleżanki jedna z managerek (bardzo profesjonalne podejście), sama w pomiętym i wytartym T-shircie:

-OoO, widzę, że założyła Pani spódnice -„Elegancja – Francja”!

W rozmowie tych dwóch pań, która odbywała się na hokerach, przy najwyższych lotów barku w piwnicy (biuro realizowało obiekty wg słów „pani menedżer” – z najwyższej półki, tylko dlaczego w piwnicy? ??!; to dodatkowo wykorzystywało do cna wiedzę którą ludzie nabywają latami), na domiar złego architekt była na tyle uprzejma, że wyraziła swoje zdanie o portfolio:

-Dziś w sieci krąży przecież tyle projektów, idę o zakład, że te rendery i rzuty ściągnęła pani z sieci, przecież to nie mogą być pani projekty.Dopiero co skończyła pani studia!?

Oczywiście projekty w portfolio były w zupełności autorstwa koleżanki! Być może przedstawiła kilka projektów realizowanych z kolegami i koleżankami ze studiów, ale żaden z projektów nie został skopiowany z sieci.

 

Konkludując:

Inwestujesz swój czas na studiach nie po to, by później ktoś Cię wykorzystywał. Oczywiście licz się z brakiem swoich umiejętności i przyjmuj konstruktywnie sformułowane uwagi – ucząc się z każdą krytyką czegoś nowego, ale nie zapominaj, że to Ty decydujesz o swojej przyszłości. Mając cel, mierz wysoko.

Lepiej osiąść na laurach realizując swoje cele, niż biec na przełaj w ucieczce przed pasożytami(bardzo głęboka myśl autorska ;).

Dziennik-Architekta